Kibole Legii nie do ruszenia!

Kibole nie do ruszenia!

Tak brzmi jeden z komentarzy pod artykułem zamieszczonym przed chwilą na legia.sport.pl

Jeden z internautów napisał dokładnie tak:

„Wydaje się, że pan Mioduski dowiedział się niedawno, że kibole są nie do ruszenia.”

Kolejny komentarz dotyczy relacji właścicielskich w klubie przy Łazienkowskiej:

„Nie siedzę za bardzo w temacie, ale patrząc z boku to Mioduski ma rację. Zarząd dogaduje się się z bandytami stadionowymi, a Ci pozbawiają klub kilku milionów złotych, myślę o pustych trybunach z Realem. Zamknąć stadiony dla chamstwa i bandytów, przyjdą kulturalni ludzie z rodzinami.”

Wszytko wygląda bardzo źle. Od kilku dni w mediach pojawiają się informacje, że triumwirat – Mioduski, Leśnodorski, Wandzel nie za bardzo może się porozumieć.

Pisaliśmy o tym na Kibole.pl w artykule pt. „Legia Warszawa bez Mioduskiego” Sytuacja jest taka, że mamy „oświadczenie na oświadczenie” i jedną sprawę bardzo dziwną. Chodzi o słowa pana Dariusza Mioduskiego:

„Dodatkowo informuję, że nie będę w najbliższym czasie udzielał mediom żadnych dodatkowych informacji ani komentarzy. Mam obawy, że mogłoby to oznaczać zagrożenie dla bezpieczeństwa mojego oraz mojej rodziny”

Teraz wygląda na to, że nawet codzienne działania klubu mogą być niewykonalne. Ponoć Dariusz Mioduski musi parafować nawet kupno papieru toaletowego.

Stosunki czy też relacje w klubie są bardzo skomplikowane.

Ich obraz w mediach – niestety też nie jest jasny.

Kibice mogą się zaczynać martwić.

Dariusz Mioduski wyraźnie ma pretensje za wydarzenia z meczu Legia – Borussia Dortmund. Wycofuje się z działania klubu.

Kolejne zdanie z oświadczenia brzmi jak groźba:

„Dochodzenie moich praw będzie procesem długotrwałym”

Kibole nie do ruszenia?

Bardzo ciekawa teza… Martwi mnie to, że wielki klub, którego właścicielami są osoby z prawdziwym wyższym wykształceniem – tak bardzo gubi się w komunikacji medialnej.

Z jednej strony mamy bowiem histerię o jakieś tam okrzyki i lekkie przepychanki, a z drugiej tezę, że to kibole tak naprawdę dyktują warunki.

Gdzie jest prawda?

Udostępnij!

Dodaj komentarz