Kibole w sprawie „Bolka”

Dziś nastąpił rodzaj trzęsienia ziemi w sprawie byłego przywódcy Niezależnego Samorządnego Związku Zawodowego „Solidarność”, laureata Nagrody Nobla, byłego prezydenta Polski – Lecha Wałęsy. Temat polityczny, ale też temat kibicowski. My – Kibice, Kibole stoimy na straży pamięci, historii Polski i na wszelkie sposoby pamięć staramy się dokumentować.

Kibicowskie zasługi w sprawie Żołnierzy Wyklętych są znane i oczywiste.

Teraz przyjdzie się zmierzyć z historią najnowszą…

Sam nie umiem nic o sprawie Lecha „Bolka” Wałęsy napisać. Zbyt wiele we mnie… żalu. Dlatego przedstawiam czytelnikom spore fragmenty z FanŚląsk, artykuł Romana Zielińskiego. Czytajcie, pomyślcie i dbajcie o to, żeby nikt więcej już nie fałszował naszej historii.

FanŚląsk – oryginalny tytuł:

Centrum w Gdańsku

To, że TW Bolek jest TW Bolkiem wiedzą już wszyscy oprócz samego zainteresowanego. Teraz potwierdzają to ekspertyzy grafologów.

O swoim, a i redakcyjnym stosunku do Bolka pisane było na Fanie wielokrotnie. Teraz chciałbym się podzielić z Czytelnikami swoimi pewnymi spostrzeżeniami, które naszły mnie w latach późniejszych od tych, w których utrwalał się mit wielkiego opozycjonisty.

Jak niemal wszyscy Polacy dałem się Bolkowi omamić. W 1980 roku słuchałem Radia Wolna Europa i to wówczas po raz pierwszy w życiu usłyszałem nazwisko „Wałęsa”. Co prawda dziwiło mnie, że ktoś tak otwarcie nie tylko przyznaje się do „antypaństwowych” poglądów, lecz robi to publicznie, bo to oznacza jedno – kłopoty. I to kłopoty śmiertelne. Naiwność 19-latka zwyciężyła, ale Bolo omamił mnie na znacznie dłużej.

Był to bodajże rok 1988. Może 87, może początek 89. Dużo czasu spędzałem wówczas w Gdańsku. Uprosiłem śp. „Grabarza” Piotrka Grabowicza i śp. „Dufa” Tadeusza Duffeka, którzy wtedy pracowali w Stoczni Gdańskiej o przemycenie mnie przez bramę. Chciałem pójść do Wałęsy po autograf. Nawet sobie zorganizowałem jego zdjęcie, bodajże z Ronaldem Reaganem.
Wlazłem na teren stoczni, ale okazało się, ze tego dnia Bolka nie było w robocie. Teraz wiem, że miałem szczęście, natomiast dziwił mnie brak entuzjazmu kolegów – fanów Lechii dla mojego projektu spotkania się z „legendą”.

Byłem w Gdańsku na meczu z okazji „Igrzysk Solidarności” Polska – Eintracht Frankfurt w 1990 roku. Wydarzenie sportowe – żadne, bardziej polityczne. No to próbowałem rozmawiać z „Grabarzem” i „Dufem” o polityce (jeszcze jako – tako się to udawało) i o wpływie Bolka na politykę. I chociaż obaj byli bardzo zaangażowani w działania antykomunistyczne, to gdy temat zahaczał o „legendę”, natychmiast zmieniali temat dyskusji. A jak delikatne przekierowanie rozmowy na inne tory nie działało, bo potrafię być upierdliwy, to słyszałem „dobra, skończmy pitolić, idziemy na wódkę”:

Teraz już wiem, że oni prawdę o Bolku znali już wówczas.
Skąd?

Zapraszam do pełnego tekstu!

Udostępnij!

Dodaj komentarz