Mecz z Ukrainą!

Mecz z Ukrainą jest okazją do pewnych wspomnień… Nie tylko tych gorących z ostatniej wizyty Legii na Ukrainie. Nie tylko tych bolesnych, jakimi przesiąknięte są wzajemne relacje.

Mecz z Ukrainą to też okazja do przypomnienia początków polskiej piłki nożnej.

Warto, trzeba wiedzieć, że polska piłka narodziła się właśnie tam, na Ukrainie. Warto też wiedzieć, że dzień pierwszego meczu piłki nożnej we Lwowie – Ukraina uznaje za początek swojej piłki nożnej!

Było tak…

Rok 1984 – Lwów!

Lwów – polskie miasto na ziemiach polskich, pod zaborem austriackim. 14 lipca 1894, godzina 17:00. Miejsce – Park Miejski i – jak czytamy w źródłach – specjalnie zbudowany na terenie Powszechnej Wystawy Krajowej (obok Parku Stryjeńskich) stadion w „stylu angielskim”

Jak mógł wyglądać taki stadion? Na pewno ładniej, niż współczesny Stadion Narodowy! Moim zdaniem były to drewniane trybuny i domki klubowe, wzorowane na budynkach klubów golfowych, całość lekka i wtopiona w okoliczną przyrodę. Boisko miało wymiary 100 x 120 metrów, trybuny mieściły wedle różnych źródeł 7 lub nawet 10 tysięcy widzów.

Widzów pojawiło się około trzech tysięcy. To bez wątpienia sukces „marketingowy”, bo pamiętajmy że o meczu informowały tylko gazety i afisze w mieście. Internetu nie było🙂

Warto też dodać, że budowa stadionu „w stylu angielskim” trwała mniej, niż dwa lata i nie łączył się z nią żaden przetarg i żadna korupcja. Na pewno też stadionem nie kierowała specjalnie do tego powołana spółka z prezesami zarabiającymi krocie. Warto o tym pamiętać! Budowa stadionów to nie jest wyczyn, jak nam się usiłuje to wrabiać obecnie!

Kto, z kim grał?

W meczu wystąpiły drużyny Towarzystwa Gimnastycznego „Sokół” jedna ze Lwowa, druga z Krakowa.

Zdobywca historycznej bramki Włodzimierz Chomicki – wspomina to w swojej książce „Sportowe Wspomnienia” następująco:

„Kibice zupełnie nie rozumieli zasad […] Była to wielka gonitwa za piłką… Mowy być nie mogło o tym, żeby się zatrzymać. Brawurowo odbiliśmy piłkę i zaczęliśmy ją kierować w stronę bramki naszych gości, którzy całą drużyną rzucili się jej bronić i wybijali nam piłkę jak tylko potrafili […] . Stałem trochę w oddali od naszej grupy pod bramką krakowian, gdzie trwała piekielna kopanina. Nagle, z tego kotłowiska wyskoczyła piłka i poturlała mi się prosto pod nogi. Nie zastanawiając się długo, mocnym uderzeniem wybiłem piłkę, która poszybowała nad głowami zawodników obu drużyn i zupełnie niespodziewanie okazała się tuż przed krakowskim bramkarzem. Zdążył on podnieść ręce, było jednak za późno – piłka już go minęła.”

Narodziny futbolu! Czyjego?

Dzień tego lwowskiego meczu od 2004 roku jest obchodzony na Ukrainie jako… dzień narodzin ukraińskiego futbolu!

Prezydent Leonid Kuczma powiedział o tym „święcie”:

„Nasz futbol jest starszy, niż rosyjski, jest także prawie rówieśnikiem brazylijskiego czy włoskiego. Trzeba o tym wszędzie głośno mówić: niech wszyscy wiedzą, że Ukraina ma wielkie tradycje sportowe i piłkarskie”.

Polskie władze, ani państwowe, ani sportowe, ani Polski Związek Piłki Nożnej – nie obchodzą wydarzenia lwowskiego w żaden sposób!

Warto więc pamiętać, że w 1894 roku, we Lwowie grali Polacy! Polacy z polskiego Lwowa i polskiego Krakowa.

Edmund Cenar

Świadczyć o tym mogą choćby ich nazwiska. W drużynie Lwowa grali Włodzimierz Chomicki, Ksenofont Teodorowicz, Ludwik Chrystelbauer, Seweryn Rudnicki, Marjan Bielecki, Karol Marcichowski, Wilibald Noach, Stanisław Mjanowski, Bronisław Gołorodski, Aleksander Kozeł, Juliusz Onyszkiewicz. Rolę trenera pełnił Edmund Cenar. Nie ma danych o nazwiskach drużyny krakowskiej.

Błonia pod Lwowem!

„Pierwszy ten występ piłkarski we Lwowie dał impuls do zaaklimatyzowania się piłki nożnej u nas. Zaczęto sprowadzać piłki i coraz częściej widziało się drużyny grające na błoniach pod Lwowem.”

Jednak nie był aż tak wspaniale, jak można by wnosić z tej relacji. Po tym pierwszym, pokazowym meczu nie przyszła większa popularyzacja piłki nożnej na ziemiach polskich. Na razie nie powstawały kluby piłkarskie, choć młodzież rozgrywała już między sobą coś na wzór meczów, odbywała treningi.

No i tak to było.

W tekście korzystałem z mojej książki „Polska gola” wydanej w tym roku nakładem wydawnictwa IBIS.

Dla tych, którzy nie pamiętają wydarzeń roku 2010 – polecam artykuł na FanŚląsk.

Udostępnij!

Dodaj komentarz