Prezydent Duda potrącił dziecko!

Prezydent Duda potrącił dziecko!

Sensacja! Dokładnie to jeden z samochodów kolumny pana prezydenta potrącił dziecko! Na szczęście dziecku nic się nie stało. I bardzo dobrze, ale nie do końca!

Wypadek pani premier, jak tam ona się nazywała? Chyba Szydło, pewno Beata, w którą wjechał młody człowiek w samochodzie seicento oraz to najnowsze wydarzenie nasuwają jeden, prosty wniosek. Obecna ochrona „najważniejszych ludzi w państwie” jest do dupy. Bez względu na to, jak się nazywa, czy BOR, czy SOP, czy jakoś inaczej! Jest do dupy bez względu na to, jaki generał aktualnie dowodzi tym cyrkiem.

Dlaczego jest do dupy?

Bo nie kieruje się rozsądkiem! Przywołajmy sytuację z tego wypadku, kiedy to samochód marki seicento zderzył się z samochodem pani Szydło. Zamieńmy na chwilę marki i załóżmy że nie było to seicento, ale potężny samochód terenowy. Potężny! Zamieńmy na chwilę sprawcę. Zamiast zwykłego chłopaka, posadźmy za kierownicą łysego byczka o egzotycznych rysach twarzy…

Mam czelność się zapytać – dlaczego kierowca seicento przeżył? A przynajmniej nie został wyjebany za frak z auta i położony na glebie z lufą przy głowie?

Mam czelność zadać pytanie – czy ochroniarze poznali po marce samochodu, że to nie był zamach? Po czym poznali? Że seicento to chujowy i tani samochód? Że mało który zamachowiec weźmie na robotę takie auto. Choćby ze względu na to, że obawia się śmieszności…

Jeśli BOR traktował swoją służbę poważnie to ten młody kierowca powinien być potraktowany jak zamachowiec i – co najmniej – rozsmarowany na glebie.

Teraz mamy potrącenie dziecka przez obstawę prezydenta. Przepraszam, ale to dziecko – też powinno być co najmniej rozsmarowane na glebie, a gdyby zostało zabite to mielibyśmy pewność, że ochrona prezydenta jest sprawna!

Zadam bowiem bezczelne pytanie – skąd ochrona wiedziała, że ten chłopczyk nie jest zamachowcem samobójcą? Czy zakładali, że w Polsce nie ma dzieci gotowych rzucić się pod samochód prezydenta z ładunkiem wybuchowym? Bo do tej pory jeszcze żadne dziecko nie brało w Polsce udziału w zamachu? A pamiętacie ten polski film, pod tytułem (chyba) „Służby specjalne”? Pamiętacie jak chłopczyk rozwala samochód? Tak, to było w jakimiś innym kraju, ale przecież ta zaraza idzie do nas.

Zatem, jeśli popatrzymy na te oba zdarzenia, to wyjdzie nam że ochrona „VIP” Rzeczpospolitej Polski nie traktuje swoich obowiązków poważnie i kieruje się wyczuciem wziętym wprost z dupy.

A przecież teraz te „goryle” nazywają się Służba Ochrony Państwa! Nie chodzi jednak – mam nadzieję – o ochronę „państwa Dudów”, „państwa Szydłów”, czy „państwa Morawieckich”. Chodzi o „państwo” w sensie państwo polskie.

Chodzi o Polskę!

I tu właśnie jest błąd w rozumowaniu. Albowiem żaden z naszych polityków (poza Jarosławem Kaczyńskim, który ma prywatną ochronę) nie jest na tyle niezastąpiony, żeby jego ewentualne zniknięcie ze sceny wiązało się ze stratą dla państwa polskiego.

Na chuj więc ich chronić?

Jeśli będą chodzić bez ochrony, jest szansa że wielokrotnie dostaną w mordę od wyborców i będzie to dla nich i dla nas z korzyścią, bo nastąpi „selekcja” i zostaną tylko ci najtwardsi.

Udostępnij!

Dodaj komentarz