Legia, kadra, bono!

Taka „analogia” czyli trudne słowo o poranku… Żyję dość długo na tym świecie, na tyle długo, że miałem zaszczyt jako nastolatek podawać piłkę samemu Kazimierzowi Deynie. Jednak przez całe moje długie życie obywałem się bez wiedzy – kim jest niejaki „bono”… Gdy słyszałem nazwę JU TU to myślałem, że mowa jest o niemieckiej łodzi podwodnej. Naprawdę! Można było żyć, nie wiedząc kim jest niejaki „bono”.

Ale teraz dowiedziałem się, że ten bono stracił głos i nie dokończył koncertu…

Od razu oczami wyobraźni (może chorej) zobaczyłem dwie sceny piłkarskie. Pierwsza na Mundialu w Rosji. Nasi reprezentanci po dwudziestu minutach pierwszego meczu – schodzą z boiska i przez mikrofon ogłaszają, co następuje:

„Jest nam bardzo przykro, że musieliśmy przerwać ten wieczór. Bono był przed występem w świetnej formie, lecz po kilku piosenkach głos mu całkowicie zanikł. Nie wiemy, co się stało i musimy skonsultować się z lekarzem”

Czujecie temat? Zamieniamy tylko „bono” na Lewandowski, Glik, Błaszczykowski i mamy wszystko gotowe!

A teraz zobaczcie Legię, w meczu z Wisłą Płock. Znów, po kilku minutach schodzą z boiska i wydają ogłoszenie:

„Jest nam bardzo przykro, że musieliśmy przerwać ten wieczór. Bono był przed występem w świetnej formie, lecz po kilku piosenkach głos mu całkowicie zanikł. Nie wiemy, co się stało i musimy skonsultować się z lekarzem”

Zamieniamy tylko nazwiska i komunikat gotowy, a na dodatek odpowiada prawdzie.

Kluczem tego komunikatu jest zdanie:

„Nie wiemy co się stało i musimy skonsultować się z lekarzem”

Moim zdaniem to najlepsza ocena naszej piłki nożnej.

Publiczność koncertowa jest jednak o wiele bardziej wielkoduszna, niż kibice piłkarscy. Bono traci głos – schodzi do szatni i nadal wszyscy są szczęśliwi. Będą opowiadać dzieciom i wnukom, że byli na koncercie, na którym pan bono stracił głos!

Czy możecie sobie wyobrazić, że kibice reprezentacji lub Legii będą opowiadać z radością, że byli na meczu, na którym ich drużyna dostała bęcki?

Udostępnij!

Dodaj komentarz