Nauka jazdy, plac manewrowy

Ludzie, którzy czerpią osobiste, znaczne korzyści z obowiązujących przepisów, starają się jak mogą uzasadnić swoje istnienie i dochody. Instruktorzy jazdy samochodem, egzaminatorzy na prawo jazdy oraz właściciele szkół jazdy wymyślili, żeby nie przeprowadzać egzaminu na placu manewrowym, a „zaoszczędzony” na nauce tej jazdy figurowej czas przeznaczyć na szkolenie kursantów na mieście. Ponoć jazda po jakimś tam „rękawie” czy łuku do niczego się nie przydaje. No i mamy powszechną debatę, czy nauka jazdy i egzaminy powinny wyglądać tak, lub inaczej.

Prawo jazdy poświadcza nieprawdę!

Obywatele – niewolnicy mają możliwość poczuć się lepiej wyrażając swoje opinie.
Instruktorzy, egzaminatorzy i właściciele szkół jazdy chcieliby też uczyć kursantów jazdy po autostradzie. Też – oczywiście – dla bezpieczeństwa.
Prawie nikt nie zastanawia się – po jaką cholerę w ogóle istnieje prawo jazdy! Nie ma bowiem żadnego logicznego uzasadnienia na to, żeby istniało! Prawo jazdy oznacza, że konkretna osoba może legalnie jechać samochodem – to prawda! Ale! Ale trzeba do tego koniecznie dodać ważne zastrzeżenie! Mianowicie takie, że konkretna osoba może legalnie jechać samochodem danego dnia, o danej godzinie! W dniu egzaminu!
Zdający pozytywnie egzamin może bowiem już za dwie godziny zacząć zasypiać, trząść się, wariować, denerwować, lub tracić wzrok na skutek nerwów. Może być tak rozdrażniony, że niczym nie będzie przypominać tego, który zdał egzamin.

A, jeśli od egzaminu minie na przykład dziesięć lat?

Refleks z wiekiem się nie poprawia! Nikomu, nigdy się nie poprawił. Wzrok – zawsze – z wiekiem się psuje. Nikomu, nigdy, nigdzie wzrok nie poprawił się w miarę upływu czasu i starzenia się. Podobnie słuch! Dochodzą wraz z upływem lat różne choroby, które czynią właściciela prawa jazdy znacznie mniej sprawnym, niż był w dniu egzaminu!
Prawo jazdy jest więc dokumentem fałszywym już w chwili jego otrzymania.
Dając komuś prawo jazdy, po nawet rzetelnym egzaminie – tworzymy sytuację, że… mamy mu potem co zabrać. Znaczy – państwo, które daje, ma jednocześnie prawo odebrać.
Gdyby nie było obowiązku posiadania prawa jazdy – sprawy dotyczące stłuczek, kolizji i wypadków sądy musiałyby traktować, jak każde inne. Sprawa o najechanie kogoś samochodem powinna być traktowana identycznie jak sprawa o najechanie kogoś taczką, bryczką, hulajnogą, rowerem…
Prawo jazdy jest kompletnie niepotrzebne i jest korzystne jedynie dla państwa i jego aparatu urzędniczego.
Znacie historię pierwszego prawa jazdy? Pan Karol Benz otrzymał w 1888 roku pozwolenie, specjalne pozwolenie na jazdę swoimi konstrukcjami do miłościwie panującego księcia Badenii. Książę zareagował tak na skargi sąsiadów pana Benza, że płoszy im kury pędząc swoimi automobilami po okolicy.

Udostępnij!

Dodaj komentarz