Kibicowanie bez kobiet!

Kibicowanie bez kobiet?

Tak!

Piłka nożna bez policji, co oczywiste, ale – moim zdaniem – również bez kobiet! Mam nadzieję, że ten filmik Was przekona🙂

A tak na poważnie całkiem – bardzo mi się nie podobają te laski na trybunach. One nikomu nie kibicują, a tylko czekają żeby pokazać ząbki do kamery, zobaczyć się na wielkim telebimie i zadzwonić do koleżanek, że właśnie są, właśnie są widoczne!

Piłka nożna bez kobiet!

Piłka nożna traci na obecności kobiet! Traci stanowczo! Wiecie, co traci? Ja wiem i napiszę!

„Potencjał kibicowski” traci! Każde miejsce, zajęte przez kobietę, jest „zmarnowane” z punktu widzenia głośności i siły okrzyków, zaangażowania, emocji – niesionych z trybun na murawę, jak dodatkowa porcja energii dla grających!

Faceci drą mordy i to słychać, panny – piszczą! Nie angażują się w doping, a tylko w to, żeby się „pokazać”!

„Energia” z trybun!

Każdy, kto wyszedł choć raz na mecz, czy walkę przy dużej publiczności, obojętnie w jakiej skali, czy na meczu międzynarodowym, czy na szkolnym – wie, jaką energię daje doping „swoich” kibiców. Kiedy zawodnik jest niesiony tym dopingiem – podniesie więcej, zniesie więcej, wytrzyma więcej!

Wyobraźmy więc sobie „eksperyment”.

Zamiast facetów zaprośmy na jakiś mecz – tylko dostojne rodziny. Mężów, żony i dzieci. Niech sobie siedzą, mieszają kawę, karmią dzieci, robią fotki…

A potem – jakimś przyrządem – zmierzmy „energię”, jak została przesłana na boisko!

Nie wiem, jakim przyrządem, ale… Sami zobaczycie!

Lewacka moda!

Zachęcanie kobiet do kibicowania to moda lewacka, której celem (czy też jednym z celów) jest zatarcie naturalnych różnic płci! Tak, aby w konsekwencji doprowadzić, że społeczeństwo „przywyknie” do małżeństw tej samej płci, do oficjalnych związków ludzi ze zwierzętami, do „demokratycznego” głosowania nad kolejnym przykazaniami Dekalogu!

Tak! Walka o Wiarę, Rodzinę, Tradycję toczy się wszędzie, raz otwarcie, a innym razem podstępnie.

Zapytacie – Co złego w tym, że dziewczyny kibicują?

Co złego, że Twoja dziewczyna idzie z Tobą na mecz? Inni patrzą i zazdroszczą, ona sobie pogada z kimś, coś tam pokrzyczy i potem wracacie sobie do domu…

Nic w tym złego! Indywidualnie – nic w tym złego!

Dlatego, mimo kategorycznego apelu w tytule – ja nie chcę nikomu, niczego sugerować. Do niczego zachęcać lub zniechęcać.

Po prostu staram się Wam pokazać w takiej prawie wesołej formie – dokąd prowadzą pewne, pozornie niegroźne, działania.

Nie mamy szans!

Przyjdzie się nam pogodzić z tym, co nastąpi. Dziewczyny nie będą już dziewczynami, faceci nie będą już tylko facetami i koniec!

Koniec cywilizacji!

Więc bawmy się póki czas🙁

LGBT – atakuje!

Cytat z gosc.pl

„Brytyjscy nauczyciele należący do Stowarzyszenia Żeńskich Szkół (GSA) dostali wytyczne, aby nie nazywać swoich podopiecznych: „dziewczętami”, „młodymi pannami”, „dziewczynkami”, lub „młodymi kobietami”. Mają za to używać słów gender-neutralnych czyli „uczniowie” (z ang. pupils) – nie „uczennice”.

Caroline Jordan, prezes GSA, wsparła tę ideę stwierdzając, że „nie chce, aby ktokolwiek sądził, że szkoły żeńskie czy męskie są zamknięte wyłącznie na osobników męskich i żeńskich”. Dodała także: „Uważam, że jeśli można użyć gender-neutralnych słów, to jest to dobre dla ludzi.” Tylko dla których ludzi? Męskich, żeńskich czy nijakich?

Wytyczne w formie „dobrej rady” zostały podane przez Gendered Intelligence, brytyjskie organizacji non-profit, której szlachetną misja jest „zwiększenie świadomości o istnieniu gender-różnorodności używając kreatywnych rozwiązania”. Mocną kreatywnością wykazał się przewodniczący stowarzyszenia, Jay Stewart, który określił sformułowanie „młode panny” jako seksistowstwie i transfobiczne.

Powiedział także, że skoro aż jeden procent populacji jest transseksualny, powinno się stworzyć nowe wytyczne, aby te osoby (1 procent) nie czuły się jak dziwacy. Co tam, że jak dziwacy mogą się czuć „żeńskie dziewczyny” uczęszczające do żeńskiej szkoły, których rodzice sądzili, że posyłają je do ośrodka dla dziewcząt. I może się okazać, że tak, jak w przypadku mężczyzny biorącego udział w biegu dla kobiet, chłopcy przebrani za dziewczynki będą razem przebierać się w szatni, razem chodzić do toalety i razem, solidarnie, przechodzić menstruację. W imię równości.

Udostępnij!

4 comments

  1. Jestem kobietą i na Łazienkowskiej Żylecie krzyczę i śpiewam niż niejeden facet stojący koło mnie, tak samo jak większość kobiet znajdujących się na tej samej trybunie. Nie zgadzam się z tym artykułem i jestem pewna, że duża część „piszczących panien” poprze moje zdanie.

    1. Wiem, że jest Was relatywnie wiele. Może nawet jesteś moją sąsiadką, albo spotkaliśmy się w tramwaju, koło Hali Mirowskiej, jadąc na Ł3. Ale artykuł był nie to tym, że takich dziewczyn nie ma, lub że on słabo kibicują. Moim celem jest pokazać wszystkim, i facetom i dziewczyną, że to jest „moda” a nie autentyczna potrzeba. Choć – dla wielu – może stać się potrzebą…
      Ja chciałem pokazać, że jest to takie same zjawisko, jak inne próby odchodzenia od tradycyjnego świata, tradycyjnych wartości i podziału roli społecznych – innych dla kobiet, innych dla mężczyzn.
      Pomyśl, czy nie byłoby bardziej fajne – czekać w domu z kolacją na faceta, który wróci z meczu.
      Pozdrawiam i dzięki za komentarz:-)

  2. Z jednej strony czuję się „pokrzywdzona”, czytając co piszesz bo od razu mi się przypomina sytuacja, w której jeden typek został przeze mnie zjechany za trzymanie łap w kieszeniach. Ale nieważne.
    Generalnie to… zgadzam się. Chciałabym się kiedyś dowiedzieć, kiedy pierwsza laska poszła na fanatyczną trybunę – to może być interesujące 😉 ale gdyby nie to, żadna z nas teraz by na mecze nie uczęszczała, faceci nie mieli by problemu i sami zajmowaliby się tym, co dla nich najlepsze. Z powyższego komentarza wnioskuję, że autor jest z Warszawy. Z tego co się orientuję, a przeglądam sporo zdjęć z przeróżnych meczów, u Was za bramką jest faktycznie wiele tych dziewczyn, chyba najwięcej w całej Polsce. W Poznaniu, wprowadzili ostrą selekcję – w sumie i na stadionie (bo z parteru wszystkie laski wypie*dolili (dosłownie)) na piętro i na wyjazdach (już teraz jeżdżą tylko laski z sekcji).
    Wiem jak potrafią się zachowywać dziewczyny na trybunach – sama jak je widzę, to nie dziwię się, że faceci są przeciw. Przychodzi taka na mecz, niby koszulka, niby głośno krzyczy, ale z drugiej strony brwi czarne jak smoła, paznokcie długie jak szpony, mało co przy klaskaniu sobie ich nie połamie. Nie rozumiem tego i chyba nigdy nie zrozumiem, bo jeśli już wybieram się na mecz, to nie maluję paznokci, a w ogóle rzadko robię makijaż bo nie idę po to żeby wyglądać, tylko po to żeby się dobrze bawić, pokrzyczeć i wesprzeć tym drużynę.
    Jak już napisałam, gdyby ktoś kiedyś tego nie zapoczątkował, wydaje mi się, że teraz by było znacznie lepiej dla nas wszystkich 🙂 Sama jestem za tym, żeby wytępić takie kobietki ze stadionu – może głośno śpiewają (ale ja tam im nie wierzę – znam naturę kobiet ;))

    1. Czołem Magda!
      Faktycznie ciekawe byłby ustalić – kiedy po raz pierwszy Kobiety pojawiły się na trybunach! Nawet nie tylko na żyletach, młynach, kotłach, ale po prostu na meczach. Jestem stary, więc działo się to na moich oczach. Mogę śmiało powiedzieć, że w latach 80. ubiegłego wieku – dziewczyn, kobiet na trybunach było ze 2%. czasem dziewczyny zawodników, czasem czyjaś Mama..
      Ale – że nawiążę do przesłania artykułu – przed rokiem 1998 – nikt nie zapraszał kobiety, dziewczyny na piwo. Same dziewczyny też nie chodziły na piwo.
      Obyczaje się zmieniają! Tylko czy w dobrym kierunku?
      Na przykład – taka sama zmiana zaszła w naszych relacjach z niepełnosprawnymi, szczególnie z niepełnosprawnym sportowcami. To – akurat – dobra zmiana.
      Ale czy udział kobiet w meczach to dobra zmiana?
      Ja uważam, że bardzo zła!
      Ale! Ale też nie przywołuję tutaj spraw indywidualnych i nikomu, nic nie mogę nakazać, ani nawet sugerować. Więc, jeśli się „zejdziemy” to pojadę z sąsiadką na mecz, nie ma sprawy:-)
      Chodzi mi tylko o to, żeby wszyscy ludzie – Polacy – mieli świadomość, jak zmieniają się obyczaje i jaki to ma wpływ na wzajemne relacje!
      Zobacz – jak niespodziewanie pojawiła się moda, żeby dzieci mówiły rodzicom „na ty”. Dobra to moda, czy zła?
      Czy mówienie „na ty” do Matki – prowadzi do tego, że dzieciak ją mniej szanuje…
      Trzeba o tym myśleć, żeby nie być jak kukiełka i nie dać sobą manewrować.
      Pozdrawiam serdecznie!

Dodaj komentarz