Żużel w Narodowym Basenie!

Żużel w Narodowym Basenie!

Żeby w XXI wieku, w środkowej Europie, w stolicy dużego państwa, na stadionie który nazywa się „narodowy” trzeba było (bez ingerencji sił przyrody) przerwać żużlowe Grand Prix… Idioci, pajace, durnie, którzy są za to odpowiedzialni na pewno będą prowadzić wykłady na kierunku „marketing sportowy”. Wspomnicie nasze proroctwa🙂

LOTTO Warsaw FIM SGP of Poland na Stadionie Narodowym miało być wielkim świętem żużla…

Same zawody to jedna wielka kompromitacja. W dwóch pierwszych wyścigach nierówno do góry szła maszyna startowa. W czwartym wyścigu sędzia Jim Lawrence zdecydował, że zawodnicy zamiast spod taśmy, to ruszać będą w momencie zgaśnięcia zielonego światła. Przy pierwszym podejściu do rozegrania tej gonitwy zbyt wcześnie wystartował Jason Doyle. Pierwotnie sędzia podjął decyzję, że powtórka rozegrana zostanie w pełnej obsadzie, ale po kilku minutach zmienił decyzję. Australijczyk został wykluczony, a jego miejsce zajął pierwszy rezerwowy – Bartosz Zmarzlik. W dodatku powtórkę rozegrano spod taśmy. Był to jednak duży błąd, gdyż ta ponownie poszła nierówno i po zakończeniu wyścigu sędzia podjął decyzję o jego powtórzeniu.

W trzeciej serii startów zawodnicy zaczęli mieć problemy z opanowaniem motocykli na wymagającej nawierzchni. Po wpadnięciu w dziury na tor upadli Chris Holder i Troy Batchelor. Po dwunastu wyścigach zawodnicy udali się na naradę, na której zdecydowali, że rezygnują z dalszej jazdy. Po blisko godzinnej przerwie jury postanowiło zakończyć zawody. W międzyczasie próbowano przekonać żużlowców do dalszej jazdy, ale ci twardo pozostali przy swoim stanowisku.

Zamiast święta była wielka kompromitacja i niestety – nie pierwsza w historii zawodów rozgrywanych na Stadionie Narodowym. Jednak po raz pierwszy wpadką zakończyła się impreza inna niż mecz piłkarski.

więcej na: sportowefakty.pl

Komentarz Bartłomieja Czekańskiego – eksperta żużla:

„W czwartek ludzie z FIM dali licencję FIM torowi na Narodowym, który, jak się okazało już w piątek, nie nadawał się do jazdy. Na jakiej zasadzie ta licencja? Wiceszefem komitetu organizacyjnego był pan Wojciech Stępniewski i on był odpowiedzialny za techniczną stronę imprezy, jak słyszę. Ludzie Olsena byli tylko podwykonawcami. Pan Stępniewski jako szef Ekstraligi karze kluby karami finansowymi za awarię traktora, za jakieś drobne niedociągnięcia, a sam nie zauważył, że nie ma rezerwowej maszyny startowej, która jest standardem nawet w II lidze, a co dopiero w GP? I że materiał na tor jest być moze źle przechowywany i że przy zasuniętym dachu, braku słońca oraz drenażu po prostu się nie zwiąże na czas? Faceci z PZM zajęli się pijarem i autoreklamą zapominając o obowiązkach organizatora! I taka jest prawda!”

Oto głos kibica:

„zwracać kasę dranie! NIC nie było „idealne”, poczynając od braku informacji niedostępności parkingu pod stadionem bo zamiast miejsc do zaparkowania stały PUSTE namioty Orlen Maraton na całym wielkim placu, nawet głupich programów imprezy zabrakło w punktach sprzedaży. Szczytem było trzymanie kibiców prawie godzinę bezczynnie przy 5 C na trybunach bo nie starczyło organizatorom odwagi,żeby ogłosić koniec tego blamażu. Na koniec nawet herbaty w kateringu zabrakło. Absolutne amatorstwo organizatorów, tych od toru i maszyny startowej , tych od stadionu niestety też”. Mam nadzieję, że to jednak nie było jeszcze pożegnanie wielkiego Tomasza Golloba ze światowym żużlem, bo nie były dobre okoliczności i właściwy styl, mam jednak nadzieję, że to było pożegnanie z żużlem panów Olsena, Castagny i Witkowskiego, najlepiej z panami Stępniewskim i R. Kowalskim. Tam nic nie zostało przypilnowane przez organizatorów poza trybuną vipowską, gdzie trzeba było się pokazać!”

Kiedy znów obejrzymy żużel w stolicy…?

Udostępnij!

Dodaj komentarz