Trener Dziewicki o Polonii

Widziałem pierwszy mecz Polonii Warszawa, zrzuconej do 4. Ligi z KS Łomianki (13 sierpnia 2013), a wcześniej treningi, które prowadził Piotr Dziewicki. Widziałem jego zaangażowanie w pracę i świetny kontakt z piłkarzami. Konsekwentnie wprowadził Polonię do 3. Ligi i… na tym jego praca z Czarnymi Koszulami się zakończyła. Szczegóły ujawnia w wywiadzie z trenerem – Stefan Szczepłek.

Piotr Dziewicki: Przez rok pracowałem charytatywnie. Nie brałem pieniędzy. […] Kiedy wprowadziliśmy Polonię do III ligi, uznałem, że wypadałoby przestać być jedynym trenerem w Polsce, który pracuje za darmo. Choćby dla zasady. Faktyczny szef klubu Paweł Olczak zaproponował skromne warunki i ja je zaakceptowałem. To działo się cztery dni przed pierwszym meczem w sezonie. Poprosiłem tylko o wstawienie do umowy punktu mówiącego o tym, że w przypadku zwolnienia mnie przed końcem sezonu klub wypłaci mi pozostałą część należności pomnożoną przez dwa. To nie były wygórowane warunki, ale pan Olczak stwierdził, że nie ma na to pokrycia. To znaczyło, że mnie zwolni. Pojechałem z chłopakami na pierwszy mecz do Sieradza, bo tak wypadało, i na tym moja praca się zakończyła.

Stefan Szczepłek: Klub szybko znalazł następcę.

Piotr Dziewicki: To mnie nie zdziwiło. Kiedy Paweł Olczak zatrudnił Piotra Szczechowicza do pracy z chłopcami z rocznika 2004, wiedziałem, że przy pierwszej nadarzającej się okazji zajmie on moje miejsce. Takie rzeczy się wie. Nie chodzi tylko o mnie i oddech konkurenta na moich plecach. To w piłce normalne. Nienormalne natomiast jest to, że w Polonii nie mieliśmy przez całą rundę rewanżową żadnego wsparcia i szacunku ze strony władz, a pana Olczaka szczególnie. Kibice to czuli, stąd różnego rodzaju małe demonstracje na trybunach i w internecie, nie tylko w mojej sprawie.

Stefan Szczepłek: Marek Tronina, dyrektor Maratonu Warszawskiego, który stał się sukcesem najpierw sportowym, a potem biznesowym, wiosną podjął się misji mediatora pomiędzy zwaśnionymi grupami. Myślał też o oparciu klubu na hiszpańskim systemie socios, czyli kibiców płacących składki i mających możliwość wyboru władz. I nie udało mu się.

Piotr Dziewicki: A z kim miał się porozumieć? Z zasłużonym wyjątkowo dla Polonii, ale żyjącym w swoim świecie prezesem Jerzym Piekarzewskim? Albo z Pawłem Olczakiem, należącym do innego kręgu kulturowego, ubierającym się w dres i mówiącym innym językiem niż Tronina? Przecież dopóki Polonia będzie się kojarzyła z kimś takim, żaden poważny sponsor tam nie przyjdzie, bo nie będzie chciał firmować badziewia. To jest dziś największy problem Polonii. Kibice skandują na trybunach: „Polonia nigdy nie zginie”, i to jest prawda. Ale ja bym chciał, żeby ona nie walczyła wciąż o przetrwanie, tylko dobrze żyła.

Całość na: rp.pl

Udostępnij!

Dodaj komentarz