Czy musiał zginąć?

Są sporty bezpieczne, w których nie ma wypadków śmiertelnych ani na zawodach, ani na treningach. Na przykład curling. Są sporty, w których każdy zawodnik, kończąc karierę jest mocno „uszkodzony”. Są dyscypliny bardzo niebezpieczne, jak bobsleje, saneczki, sporty motorowe, ale też skoki do wody, czy skoki narciarskie. Wypadki zdarzają się i będą się zdarzać.

Każdy wypadek wywoływał polemiki, oskarżenia, że skocznia zła, że banda za twarda. Naszym zdaniem, oprócz porządkowania przepisów, ważny jest też stan prawa. Ograniczmy się tylko do Polski. Czy „działają” ubezpieczenia dla zawodników? Czy „działa” proces dochodzenia winy i karania winnych?

Działa, ale bardzo słabo.

Śledztwo w sprawie wypadku 25 lutego 2014, podczas konkursu skoków narciarskich – trwa do dziś. Poszkodowany, młody skoczek musi korzystać ze zbiorek środków na dalsze leczenie i rehabilitację.

Tak nie powinno być!

Opis jednego z kibiców, który widział wypadek Grzegorza Knappa na własne oczy:

„Start do piątej gonitwy wygrali zdecydowanie Dilger i Knapp, który zakładał się po zewnętrznej. Na wejściu w pierwszy łuk doszło do kontaktu pomiędzy tymi zawodnikami – w wyniku tego zderzenia polskiego żużlowca pociągnęło i pojechał on w stronę bandy. Przed samym ogrodzeniem toru jeszcze skontrowało jego maszynę, co spowodowało wybicie go z motocykla w powietrze. Niestety uderzył on z wielką prędkością całym ciałem w bandę. Rozległ się wielki huk na stadionie, a po chwili wszyscy zamilkli. Grzegorz Knapp leżał nieprzytomny na torze.”

Bartłomiej Czekański komentuje wypadek i śmierć Grzegorza Knappa:

„Ogromny smutek. Nie spałem w nocy. Nawet jakaś łza…Co to, jakaś blacha? Beton? Drewno? A gdzie banda dmuchana i pas bezpieczeństwa? Dlaczego FIM pozwala na organizowanie zawodów na obiekcie, który nie spełnia żadnych wymogów bezpieczeństwa? W Polsce by nie pozwolono na trening żużlowców-amatorów na takim torze. Dlaczego władze polskiego żużla pozwalają naszym zawodnikom na uczestnictwo w takiej corridzie? Czy ostatni wypadek Mike’a Trzensioka w Holandii, gdzie nie było band dmuchanych, nikogo niczego nie nauczył? Piotr Żyto opowiadał mi, że w sumie nie tak dawno rozegrano eliminacje do juniorskich IMŚ czy IME na holenderskim torze, gdzie za bandę robiła… blacha trapezowa, o czym już w mediach pisałem. I FIM oraz PZM na coś takiego pozwoliły! Że zawodnicy sami chcą tam jechać, nie oznacza, że to zdejmuje z kogokolwiek jakąkolwiek odpowiedzialność! Ja też powinienem wcześniej głośniej i mocniej protestować. Może Grzesiek dziś by żył.”

Udostępnij!

Dodaj komentarz