To sprawa wagi superciężkiej!

Sport „państwowy”, czy „prywatny”?

Chciałbym was zaprosić do rozmowy, a właściwie do szeregu rozmów, dyskusji, do całego cyklu działań, którego celem ma być refleksja nad polskim sportem. To, czy Ministra Mucha zakręci kolejny kran z kasą, dla kolejnego sportu, znów zapomni zamknąć dach, jest sprawą drugorzędną.

Obecna sytuacja w polskim sporcie jest dziwaczna, jest patologiczna i na pewno konieczne są zmiany.

Ale, tego chyba nikt nie zakwestionuje, wiele osób i firm – doskonale w tej sytuacji funkcjonuje. Temu też nikt nie zaprzeczy.

Jednocześnie – właśnie w tej sytuacji – wiele ważnych sportowych klubów i sekcji po prostu umiera lub już umarło.

Mamy to, co mamy. Mamy beneficjentów tej sytuacji i mamy jej ofiary.

Na jednym biegunie (beneficjenci) są na przykład osoby dające prywatne lekcje tenisa w luksusowych ośrodkach. Na drugim (ofiary) są trenerzy takich sportów, w których nie ma chętnych na płatne, prywatne zajęcia, ani z dziećmi, ani z dorosłymi.

To trzeba zmienić! – Wołają wszyscy głośno. Jedni żarliwie, drudzy fałszywie.

Jednak ta – konieczna – zmiana będzie się odbywać „w biegu”. To tak, jakby reperować silnik jadącego samochodu. Inaczej być nie może, nie da się „wyzerować” wszystkiego.

Dlatego właśnie konieczne jest określenie sytuacji „modelowej”, do której wspólnie, wszyscy będą dążyli, o której będą wiedzieli. Inaczej bowiem może się okazać, że za trzy lata będziemy mieli dobry model funkcjonowania sportu, ale…

Nie będzie już żadnego trenera czy instruktora! Oczywiście poza CrossFit:-)

Udostępnij!

Dodaj komentarz