Siedem dziewcząt z Albatrosa, tyś jedyna…

dziś pozostał mi po tobie smutek, żal – koniec cytatu. Lata sześćdziesiąte. Pływała sobie po jeziorze Augustowskim „piękna fregata”. W stołówce pensjonatu „Albatros” pracowała piękna Beata. Armator fregaty zabierał ją na pokład, gdzie wspomniana kelnerka lub pomoc kuchenna „upajała go swoją miłością”.

Armator fregaty (podmiot liryczny) w swej pieśni, przyznaje się do dwóch przestępstw. Jednego – uwiedzenia nieletniej, (wszak Beata miała wtedy jeno 17 lat) dokonał sam i można sądzić, że wielokrotnie. Drugiego – zatrudniania osoby niepełnoletniej – był świadkiem.

Nie ma powodu robić z tego afery, oba przestępstwa uległy przedawnieniu.

Jestem jednak pewny, tego że podmiot liryczny i armator fregaty, w każdej chwili mógł wylegitymować się przed Ludową Milicją Wodną odpowiednimi dokumentami.

Były to:

Międzynarodowa Książeczka Żeglarska (ze zdjęciem), która dokumentowała w całości jego uprawnienia i praktykę, w tym odbyte rejsy i regaty.

Patent Żeglarski, świadczący o posiadaniu stopnia sternika jachtowego.

Inaczej nie mógłby zasiąść za sterem „fregaty” (na tę nazwę zasługiwał jacht co najmniej dwumasztowy o długości około 9 metrów), a tym bardziej trzymać na kolanach nieletnią Beatę.

Czy wnuki Beaty i Poety, które spotkałem ostatnio w Augustowie, mają patenty żeglarskie?

Czy posiadanie, zdobywanie, nadawanie – jakichkolwiek uprawnień żeglarskich ma sens?

Dziś (maj 2013) w Polsce te sprawy są bardzo skomplikowane. Ministerium Sportu przygotowało takie regulacje, że nie można się w nich połapać. Nie ma odpowiednich regulacji, żeby prowadzić egzaminy na stopnie żeglarskie.

Sprawa nie w tych drobnych, urzędniczych potknięciach. Sprawa jest zasadnicza, a każde częściowe rozwiązanie będzie protezą i prowizorką.

Kwestia uprawnień żeglarskich może być rozwiązana następująco:

Wariant pierwszy

Surowe przepisy (inne nie miałyby sensu) określające dokładnie:

Jakie osoby, firmy, struktury – mogą szkolić przyszłych żeglarzy;

Ile takie szkolenie ma trwać;

Kto (firmy, struktury) ma prawo prowadzić egzaminy;

Wtedy – kwestia szczegółów jest mało istotna. Można do śmierci dyskutować, czy najniższy stopień żeglarski ma dawać uprawnienia do prowadzenia jachtów, poniżej 8 czy 11, a może nawet tylko 4 metrów długości. Można też dyskutować o powierzchni ożaglowania, zanurzeniu i innych parametrach jednostki. Można się spierać o liczbę załogi, która może płynąć pod rozkazami sternika, żeglarza, o pływanie nocą i inne sprawy.

Można też zastosować wariant drugi

Wariant drugi może wyglądać tak: państwo nie ingeruje w nic, co związane z żeglowaniem.

Jestem w stanie przedstawić argumenty przemawiające za każdym z wariantów. Sam jednak przychylam się do wersji – „Zero Państwa w Żeglarstwie”.

„Pływać każdy może, trochę lepiej, lub trochę gorzej”, jak mówią słowa popularnej piosenki.

Jestem ciekawy waszych opinii i zapraszam do dyskusji.

Udostępnij!

Dodaj komentarz